RUMUNIA 2005 - TREK
OFF-ROAD
TRANSYLWANIA - MARAMURESZ
UCZESTNICY :
 |
GRZEGORZ |
LUCEK |
JACEK W TOWARZYSTWIE |
KAROL I ZAPORA |
PAWEŁ - TAM DO PIEKŁA |
UMBERTO VEL DYZIO |
RYNCZ JACKA |
SZPERA I ZACHÓD |
"GRZESIOWOZIK" |
"12.12" |
|
"NIEMIEC" |
GRZEGORZ POD ZIEMIĄ |
LUCEK I DZIURA |
|
NORBERT JEŚĆ TERAZ |
PAWEŁ TEŻ JEŚĆ TERAZ |
PANICZ UMBERTO von... |
|
JESZCZE RAZ KAROL |
|
|
|
I JESZCZE RAZ SZPERA |
PHOTO ALBUM 1
|
PHOTO ALBUM 2
|
|
A BYŁO MNIEJ WIĘCEJ TAK, 4 AUTA, 6 OSÓB, DWA PSY I ... PRAWIE
NA OKRĄGŁO LAŁO.
Ale nic to, mimo niepogody wrażenia wspaniałe. Przebieg całościowy
5 tys km z czego 2000 to dojazd i powrot.
Rozpoznane kilka pasm w tym CRAIULUI; VLADESA; BIHOR; GILAULUI;
PARK NARODOWY PADIS; METALIFERI;
SUREAN tu wjazd na 2059; CANDRE; LOTRULUI; FAGARASZ /trasa "Transfogarska
2100 m"; GEORGHIULUI, HARGHITA; GIURGEU; SUHARD; MARAMURESZ; RODNEI; IGNISULUI.
Najwyższe punkty wjechane:
góry Surean 2059:
trasa "Transfogarska" 2100
nad jeziorem Muntelui 1900
Najwyższy punkt "wejdziony" 2120
"Obglądnięte" miasta:
HUNEDOARA; SIBIN; SIGHISOARA; GHEORGHENI
"Obmocznięte" jeziora:
LESU; FLOROIU /zapora znana z filmu " Komandosi Z Nawarony"/; FANTANELE;
EGREGV; VIDRARU przy trasie "transfogarskiej"
i wreszcie wielkie MENTELUI przy którym wspindralismy się na 1900 m
mimo rozmytej drogi.
Pogoda deszczowa, nieliczne anomalie pogodowe w formie wychylnietego
na chwile słońca wynagradzały "lyjące dysce". Gorzej było z praniem które
co tylko podeschło, to znów podlegało intensywnemu procesowi płukania.
W wielu miejscach widoczne ślady popowodziowe. Pozrywane drogi i mosty,
zalane doliny /w tym i domostwa/, naniesione tony gruzu skalnego i pnie
drzew. Rzeki, poza górnymi odcinkami wzburzone i o wysokich stanach. Życie
ratowały nam i pozwalały egzystować wieczorami i przy śniadaniach płachty
plandekowe o dużych wymiarach.
Gdyby nie one... .
Mapy - podłe i fatalne. Tak jakościowo /rozlatuja się w rękach/
jak i merytorycznie. Bardzo odczuwałem brak map na poziomie 1 : 100 000.
Poruszaliśmy się głównie według 200 i 400 -setek. Kto zna temat wie
czym to pachnie. Nieliczne regiony objęte mapami w skali 1 : 60 000 i
1 : 45 000. Z ciekawostek, udało nam się zakupić mapę Maramuresz wydaną
jeszcze w starożytnym NRD gdzieś na początku lat 80 XX wieku.
Słowem, tragicznie brak setek. Sporo jazdy na czuja, co niekiedy kończyło
się zaliczeniem wielkiego koła do miejsca wyjścia lub koniecznością powrotów
wz z tym, że droga w górach "siemkonczyłas".
Oczywiście oprócz jazd wędrowaliśmy małe "conieco" również i pieszo,
wiecej Lucyna z Umbertem von ... vel Dyziem oraz Jackiem S /team LCD-JS/,
mniej my to znaczy ja z Karolem i Szperą oraz Grzegorz z Pawłem / team
NKS-GP/ wędrówki to głównie pierwsze dni gdyż pogoda jeszcze sprzyjała
tej formie aktywności.
Team LCD-JS latał po szlakach Padisu, my /NKS-GP/zaliczaliśmy okolicę
tzn jeziora zaporowe, szlaki zrywkowe, stare kopalnie /to jest przeżycie/
i setki km górskich dróg, szlaków i ścieżek.
Najtrudniejszy kawałek *- nocny powrót z nad jeziora Floriu na
biwak w rejonie Padisu według gównianych /bip bip bip/ map 200 i 400 setek,
dystans ca 100 km górskich wertepów, krętych dróg, mostów bez barierek
i wyrazistych końców w mgle, czasami ulewnym deszczu.
Z dziesiątami nieoznakowanych ani uwidocznionych na mapach skrzyżowań
oraz odjazdów w prawo to znów w lewo. Bez możliwości przyjęcia, że najlepszy
szlak to ten główny bo czasami było tak, że szlaki zrywkowe odchodzące
w bok były w lepszym /co nie znaczy dobrym/ stanie niż szlak zasadniczy.
Jak udało się Karolowi dopilotować nas do celu ? Nie wiem, ale mój
podziw dla mojego syna wzrósł jeszcze powyżej dawno osiągniętych wyżyn.
GPS do niczego nie jest w takiej sytuacji przydatny, busola też, a
mapy... ech szkoda, że nie ma 100 - etek.
* w tej eskapadzie brały udział dwie załogi tj moja i Grzegorza
Najtrudniejszy kawałek ** - rozryta droga z gór w kierunku do
cywilizacji w okolicacach Gheorgheni, najpierw tylko błoto, potem wielgaśne
koleiny a potem do tego wszystkiego zlewa jakby "panbucek" chcioł powtórzyć
niewinną zabawę w potop. Nie obeszło się bez winczów i kinetyków a mnie
szlag trafił przegub - co też radośnie poźniej, w dyscu i wichurze naprawiałem
do 2 w nocy.
** to dopadło już wszystkich ale raczej to głównie jednego wszystkiego...
ale co tam, zabawa była dla wszystkich.
Najładniejsze kawałki mozaiki /według mnie/
1* - piękna, cudowna, przylepiona do skalistych zboczy, odstrzelana
w skale droga do starych kopalni, tam kanion okresowej rzeki miejscami
wypolerowany do oślepiającobiałego połysku.
2** - cabana Prislop, zachód słońca, konie, swiatło i cień.Wszystko
to po całodniowej o-r łazędze po górskich szlakach zrywkowych, drogach
leśnych. Spotkanie z miejscowym leśniczym który obdarował nas Palinką i
likierem z malin...
3 ** - trawersowanie połonin i ogrom przestrzeni w której odłegłe rozrzucone
niedbale białe kamienie po długim czasie zbliżania okazują się wcale nie
małymi owcami których pasterz zagaduje nas jołopów najpierw po Rumuńsku,
potem po Włosku, potem Francusku by wreszcie palcem na brudnej szybie narysować
nam pewną istotną informację...
4 * - samotny kowboj w kapeluszu i dzinsach, z wienym kałasznikowem
na ramieniu pilnujący olbrzymiej zapory.
5 * - węgiel drzewny wypalany w stosach tak jak dawno, dawno temu było
i w Bieszczadach
6 * - odszukanie RAJU ech szkoda słów, tak jak tam - musiało
być w raju
7 * - wieczorne kąpiele w lodowatych strumieniach
8 * towarzyski osiołek i jego koleżanka krowa oraz wspólne w tym doborowym
towarzystwie śniadanie z bardzo aktywnym udziałem osiołka /krowa
wolała pieszczoty i głaskanie/
9 brak unijnocywilizacyjnych zakazów, nakazów. Barierek, krat
a mimo to, życie rozsądnie toczy się do przodu.
10 bryndza i mleko prosto z z pasterskich szałasów, bez HACAP-ów
* przygoda mojej i Grześkowej załogi
** przygoda wszystkich
Reszta..., została na przyszły rok, wracamy tam na całe wakacje.
Pozdrówka
Norbert
Ponad 1400 zdjęć, szkoda, że nie ma komu ich tu wepchnąć :), poniżej
marna część większej całości
GALERYJKA 1 GALERYJKA
2
|