Dzięki uprzejmości Przemka, autora tekstu o XIII Pomeranii, otrzymałem przesyłkę pocztową, zawierającą ni mniej ni więcej, ale egzemplarz magazynu off-road z ... opisem owej to edycji Pomorskich Wędrówek na Orientację. Tekst, skąd innąd już wcześniej mi znany, również dzięki uprzejmości Przemka, który podrzucił mi roboczą wersję przed oddaniem do druku.
Tak wtedy jak i dziś mogę stwierdzić, że tekst dobrze oddaje i dobre i złe strony tej imprezy. Nie ingerowałem w tekst wtedy, mam nadzieję, że i teraz również to, co napiszę w odniesieniu do ww tekstu nie będzie odbierane jako próba ingerencji w ten przekaz poglądów i przekonań Przemka.

Odnosząc się do tekstu pozwolę sobie na wyrażenie kilku swoich poglądów i opinii.

Czym jest i skąd wzięła się Pomerania /przypomnę/.
Sama Pomerania jest konglomeratem moich doświadczeń offroadowych, wynikających z moich wcześniejszych zajęć tak zawodowych jak i hobbystycznych. Jest odzwierciedleniem tego, co spotyka na co dzień leśnika pracującego w trudnym terenie, geologa przemierzającego bezdroża, uczestnika wyprawy w mało cywilizowane regiony naszego świata. Jest również odzwierciedleniem przygód wakacyjnych, realizacji różnych form aktywnego wypoczynku w terenie, gdzie samochód służył wyłącznie jako środek transportu by dotrzeć do celu.
Od wielu lat off-road jest częścią mojego życia. Prawdę mówiąc, nigdy nie miałem innych niż terenowe samochodów. Związane było to po części z pracą, po części z zainteresowaniami, czy wreszcie z miejscami zamieszkania.
Moje spojrzenie na to, do czego służy samochód 4x4 siłą faktu zawsze było nieco inne od spojrzenia tych, dla których samochód terenowy był celem samym w sobie jako hobby. Mniej interesowało mnie ściganie się po poligonie, a bardziej konieczność dojazdu do zagubionej w lesie leśniczówki, w której akurat mieszkałem i to bez względu na porę roku, czy stan rozrycia leśnych duktów, czy też konieczność poruszania się autem w terenach leśnych, która to konieczność wynikała z pracy. 
Jako że człowiek nie tylko pracą żyje, a co więcej nawet podobno nie jest stworzony do pracy, na co dowodem ma być to, że ona go męczy, miałem i nadal mam rozległe zainteresowania „poza pracowe”, ale ... znów terenówka jest nieodzownym elementem moich zabaw. 
Wiele lat temu poznałem i zaprzyjaźniłem się z nieżyjącym już niestety Andrzejem Napierałą. To był dopiero maniak off-roadu i wszelkich zabaw out door.  Włóczyliśmy się najpierw po Mazurach, potem, gdy ponownie "odkryłem" Pojezierze Drawskie, przenieśliśmy nasze wspólne wakacje na te tereny. W konsekwencji wyniosłem się z Krakowa i osiadłem na "Drawskim" na stałe. Nasze włóczęgi pozwalały nam na zdobywanie coraz większego doświadczenia. Pamiętam jak dotkliwie odczuwaliśmy wtedy brak wyciągarek na naszych samochodach.
Wielokilometrowe trasy w przepięknych krajobrazach Pomorza, biwaki, odkrywanie dawno zapomnianych przez ludzi miejsc, ruiny domostw, bunkry, jakieś tajemnicze umocnienia i budowle. Nurkowania w licznych jeziorach, jakieś zajęcia z gatunku tego, co dziś określa się jako survivalowe, wszystko to wypełniało nasz czas. Snuliśmy jakieś plany, chcieliśmy pokazać ludziom, że off-road to coś więcej niż to, do czego byli przyzwyczajeni. 
Potem Andrzej odszedł. 
Nagle. Jeszcze w piątek pakował auto, by przyjechać do Zbrojewa, w sobotę rano zamiast do mnie trafił do szpitala. Zmarł w trzy dni później. Zostałem z naszymi przemyśleniami i planami sam. Wtedy szczególnie intensywnie myślałem nad zrealizowaniem moich marzeń. Śmierć Andrzeja uświadomiła mi jak wiele można w życiu stracić, jeżeli coś odkłada się na później. 
Wcześniejsze przemyślenia postanowiłem zamienić na czyny. Tak powstało to, co nazwałem, najpierw na mój użytek, a co w tej chwili staje się powoli określeniem na pewną część off-roadu, niestety często dużo na wyrost, ADVENTURE. 
Dlaczego z angielska, dlaczego nie Przygoda?
Przyczyna była wielce prozaiczna. Tak naprawdę to, co postanowiłem robić, wiązało się z koniecznością wyposażenia samochodów uczestników w np. wyciągarki, a co zatem w tamtych latach musiało kierowane być do ludzi z "zachodu". 
Ruszyło, spotkało się z bardzo dużym zainteresowaniem, ewoluowało do dzisiejszej formy.
Czym Przygoda różni się od innych form off-roadu?
Przede wszystkim tym, że samochód staje się drugim domem, kuchnią, bazą warsztatową, schronieniem, nośnikiem wszystkiego tego, co może ci się przydać w terenie. Słowem pozwala nam na przetrwanie w każdych warunkach. Nie ważne jest, czy jedziesz na jednodniową wycieczkę za miasto czy na kilkumiesięczną wyprawę. Nic nie powinno cię zaskoczyć i na wszystko powinieneś być przygotowany. Wyposażenie samochodu pozwala ci na przewleczenie go przez najgorsze dziury, bagna, bezdroża, pozwala ci przetrwać w nawet ekstremalnych warunkach. 
Nie znaczy to, że należy natychmiast lecieć do sklepu i kupować, kupować, kupować. Wyposażenie można kompletować latami, umiejętność jazdy zdobywać z wyjazdu na wyjazd.
Ważne by konsekwentnie dążyć do celu, którym jest maksymalna samowystarczalność w każdych warunkach.
Drugą istotną różnicą jest to, że samochód nie jest celem sam w sobie. Jest czymś, co pozwala nam osiągnąć inne cele, słowem staje się środkiem do osiągnięcia celów. Pozwala nam docierać do miejsc, które odkrywają przed nami swoje tajemnice czy uroki dzikiej przyrody. Umożliwia nam odkrywania, poznawanie. Po prostu mówiąc, pozwala nam przeżyć przygodę.
Wszystko to spowodowało to, że Pomerania ma właśnie taką, a nie inna formułę.

Szkoła Pomorska
Hasło to wykluło się gdzieś tam, samo z siebie i pewnie ma swego autora, ale naprawdę nie wiem kto, gdzie i kiedy rzucił go po raz pierwszy*. Symbolizuje ono to, co tu robiłem sam i ze znajomymi: spokojną, wyprawową jazdę, gdzie problem nie sprowadza się do tego, że nie da się gdzieś przejechać, a do tego jak to zrobić i ile to zajmie czasu, a omijanie, gdy można spróbować przedrzeć się, jest "niehonorowe". 

Czas, istotne hasło
Przemek w materiale wymienił uczestników Pomeranii, których - jak uznał - należy w taki, czy inny sposób gloryfikować. Tak, załogi: Pawła Molińskiego, Andrzeja Gumowskiego, Ryśka i Ady Banetów, Grześka Rutkowskiego czy wreszcie najlepsza na zawsze, moim zdaniem, załoga Piotrka Niessnera i Pawła Morawczyńskiego warte są wymienienia /oraz wiele innych, których nie wymienił Przemek a więc i ja tu nie wymienię/. Przykrym, moim zdaniem, dysonansem jest wymienienie w tym zespole jednym tchem również Witka "Żaby" Federowicza czy Michała Reja. Dlaczego? Otóż ani Michał ani Witek nigdy nie reprezentowali tzw. szkoły pomorskiej. Oczywiście nie ma w tym nic złego i doceniam ich jako osoby, a szczególną sympatią darze Witka. Doceniam również ich osiągnięcia offroadowe. Niemniej faktem jest, że nigdy nie wpisali się w klimat "Pomeranii" jako takiej. 
Zupełnie inny styl jazdy, zupełnie inne podejście do offroadu, zupełnie inne cele w offroadzie.

Porażki
Zgadzam się z Przemkiem, że największą porażką Pomeranii stało się odejście od map na rzecz kratek. Ma absolutną rację. Niestety, nie wszyscy uczestnicy dorośli do uczciwości wobec innych uczestników oraz - na dobrą sprawę - samych siebie. Od kiedy Pomerania stała się "modna" i wypadało ją choć raz wygrać by zaistnieć, zaczęły się oszustwa.
Oszustwa, polegające na omijaniu całych odcinków tras, zaliczaniu tylko OS-ów. Poruszanie się według map stwarzało takie możliwości, skróty po lasach poza dopuszczonymi przez leśników trasami, jazda po asfaltach od OS-u do OS-u dla niektórych uczestników stały się "normą", wszystko to by "wygrać". Smutna konieczność – odejście od map - została wymuszona przez niektórych uczestników ze szkodą dla pozostałych. Owszem, może ktoś powiedzieć, że przecież zawsze można wyeliminować tego, czy tamtego oszusta. Fakt można i robiłem to wielokrotnie: za jazdę poza trasą, za skróty przez niedopuszczony teren, za jazdę po polach uprawnych, za jazdę na bani, za chlanie w bazie /z tego usuwania wziął się też pewnie "mój trudny charakter"/. 

Nadzieja
Cały czas mam nadzieję, że uda się zebrać prędzej czy później taką ekipę, która zdecyduje się na realizację imprezy takiej, jak Pomerania, ale rozpisanej na kilka dni, gdzie canoe nie będzie epizodem, gdzie techniki linowe nie sprowadzą się do przejścia przez most nad rzeką, gdzie mapa i wytyczona na niej trasa będzie "świętością" dla wszystkich.

Wpisowe
Podobno "dżentelmeni" o kasie ani mru mru. Zostawmy ich zatem na boku w ich klubach i pogadajmy o wpisowym. Rzadko kiedy składka startowa Pomeranii pokrywa faktyczny koszt jej przygotowania. Jeżeli się tak zdarzy, nadwyżka przeznaczona jest na pracę z miejscową młodzieżą, dziećmi z domu dziecka, dziećmi z popegeerowskich miejscowości, dla których zajęcia te są jakąś szansą na przyszłą pracę w turystyce, na wyrwanie się z patologicznej biedy i patologicznego bezsensu, które zafundowała im własna ojczyzna. Land Rover Club PL mocno zaangażowany jest w te działania. Skoro tak dobrze bawicie się na Pomorzu, pogodzić musicie się z faktem, że coś od siebie musicie dać i Pomorzu. 

O modzie na przeprawówki
Owszem, jest i to widać w kalendarium imprez... praktycznie nie ma tygodnia bez imprezy mniej lub bardziej przeprawowej. Są i takie tygodnie, gdy imprezy nakładają się na siebie, nb przypominam sobie jak medialni animatorzy offroadu nawoływali kiedyś na liście dyskusyjnej do unikania takich sytuacji, gdy impreza włazi na imprezę. Ech, gdzież te czasy lub raczej gdzież poglądy tych ludzi się podziały?! Faktem jest, że imprez jest wiele. Niektóre dobre, niektóre nie. Nie mnie to oceniać, gdyż sam z założenia nie jeżdżę na imprezy offroadowe. W gruncie rzeczy nie obchodzi mnie jaką imprezę może przygotować człowiek, który kupił terenówkę, pojechał raz czy dwa razy na jakąś imprezę i stał się organizatorem. To jego rzecz i tych, którzy na takie imprezy jadą. Tak naprawdę to dobrą imprezę offroad można zrobić wszędzie /no oczywiście poza miastem/ a cała tajemnica sprowadza się do wiedzy, co które auto może, a czego nie może i takiego ustawienia /przygotowania trasy/ by każdy, tak duży jak i mały miał swoje przysłowiowe pięć minut. Wiedza ta może brać się tylko z doświadczenia. Doświadczenie zaś z praktyki lub wzorowaniu się na tych, którzy to doświadczenie mają. Inaczej wszystko staje się hućpą tak typową dla naszych czasów.

W imieniu wszystkich organizatorów /ale bez ich upoważnienia/ zapraszam na wszystkie imprezy przeprawowe. To naprawdę świetna zabawa, a w niektórych przypadkach również szkoła życia.

Norbert

Jeżeli chcesz zabrać głos w sprawach tu poruszonych, jeżeli masz uwagi w relacji do Pomeranii napisz je. Zamieścimy tu Twoje uwagi, poglady etc.

* już po publikacji tego tekstu zgłosił się Wojtek "Długi" Kossecki. "Przyznał się" do autorstwa terminu "szkoła pomorska". 
 
 

Przejdź do poprzedniej strony