W dniach 30 i 31 maja 2004 roku odbyły się kolejne zajęcia Zielonego Szlaku. Tym razem był to szlak rowerowy z
noclegiem pod gołym niebem, czyli biwakowaniem i spaniem w namiotach.
Zbiórka odbyła się pod naszą szkołą w Radowie Małym. Po mozolnym zapakowaniu sprzętu to „terenówki” pana Norberta
wyruszyliśmy w stronę jeziora Głębokiego. Było to około godziny 10;45.
 Droga minęła nam bardzo przyjemnie. Przerwami w jeździe były zadania.
Pierwsze z nich polegało na tym, aby przejść przez ciemne, małe pomieszczenie znajdujące się w starym moście kolejowym.
Na pierwszy ogień ( jak zwykle) poszedł Radar. Naszej 14-tce również poszło szybko i sprawnie. Po krótkim odpoczynku
ruszyliśmy dalej. No i nie obyło się bez wypadków. Tym razem ucierpiały... rowery. Z przykrością przyznam, ze moja
przednia opona nie wytrzymała radości z najechania na gwóźdź i pękła.
Po pewnym czasie otrzymaliśmy drugie zadanie. Była to przeprawa z rowerami przez „super-ciepłą” wodę. Każdemu z nas
to się udało. Zmoczeni po majteczki pojechaliśmy dalej. Niedługo pedałowaliśmy, gdyż Land Rover pana Norberta jak na
złość zakopał się w ogromie brązowego błotka. Kolejne półtora godziny mocowaliśmy się z pojazdem. 
Kolejne górki i góreczki przemierzaliśmy z językami na brodach. Zdawało się, że nie dojedziemy przed zmierzchem, gdyż
zbliżała się już godzina 19. 
Co nastąpiło potem? Naturalnie kolejne zdanie.
Tym razem czekała na nas niemała skarpa piachu. Dla utrudnienia (i za karę, gdyż zabraliśmy zbyt dużo rzeczy)
wchodziliśmy na nią z całym ekwipunkiem. Nie było to proste, gdyż piasek nie chciał nam pomóc, a Szpera z góry toczyła
go lawinami. Na samej górze skarpy było najtrudniej, gdyż tylko dwa korzenie drzew stanowiły podporę dla wchodzących.
Tu potrzebna była logika, a przede wszystkim siła. Na dole, po zejściu ze skarpy czekały nasze dwie najwspanialsze
nauczycielki i opiekunki – pani Stanisława Remiśko i pani Aneta Lipska. Gdy tylko ktoś zaliczył zadanie wyściskiwały go z
radości. 
Po krótkim obiadku i odpoczynku dalej zbliżaliśmy się do celu naszej wyprawy. Kiedy minęliśmy kilkanaście górek i
zakrętów leśnych cel został osiągnięty. Pełni szczęścia i zmęczeni ochoczo zabraliśmy się do pracy. Dziewczyny rozpalały
ognisko, a chłopcy zajęli się rozbijaniem namiotów. 
Wreszcie po godzinie zabraliśmy się do jedzenia, a po jakimś czasie leżeliśmy już w namiotach. Oczywiście my –
dziewczęta najdłużej hałasowałyśmy, znaczy rozmawiałyśmy. Wynikało to z tego, ze byliśmy najbardziej zgraną grupą, a
poza tym dziewczyny muszą się wygadać. Choć nie wiem czemu inni tego nie rozumieli! Około 4 nad ranem każdy w końcu
zamilkł i pogrążył się we śnie. 
Nazajutrz po śniadaniu złożyliśmy swe namioty i posprzątaliśmy nasze obozowisko. Na początek czekała nas przeprawa
rowerem przez rzekę. Było to bardzo dobre na przebudzenie. Później jednak powróciliśmy na ląd. Zmierzaliśmy dalej do
Radowa.
Po raz pierwszy każdy z nas ucieszył się na widok radowskiej szkoły! Po chwili znów chciałam cofnąć czas choćby o
godzinę, by znów zmierzyć się ze zmęczeniem. 
Pod szkolą pożegnaliśmy się i wróciliśmy do domów brudni, padnięci i szczęśliwi jak nigdy dotąd!
                                                                                                             Katarzyna Smętkiewicz